Urząd to (może być) skarb. Czyli o tym, dlaczego w jednych miastach żyje się lepiej jak w innych.

Kiedyś, jak pierwszy raz musiałem wypełnić PIT (z dochodu na jakieś 70zł za roznoszenie gazet), miałem przedziwną sytuację. Otóż jeszcze nie byłem dość rozgarnięty by pilnować procedur, terminów itp, a i kwota zwrotu z podatku była śmieszna, więc w efekcie przeoczyłem datę kiedy miałem się pojawić w urzędzie skarbowym by te swoje kilka złotych odebrać. Pewnego razu puka do drzwi mieszkania jakiś facet. Otwieram, a ten daje mi kasę. Okazało się, że gość przyszedł, aby oddać mi te kilka złotych, po które zapomniałem przyjść do urzędu.
Kilka lat później, jak musiałem załatwiać inne sprawy w urzędach (a nawet w komisariatach!) to zawsze natrafiałem na osoby życzliwe i pomocne, które starały się wszystko dobrze wyjaśnić, a jeżeli ja o czymś zapomniałem, to tak wszystko organizowali, bym nie musiał przychodzić dwa razy.
Jest dla mnie szokiem, jak słyszę opinię o urzędach z innych miast. Że straszą, że są niemili, że uprzykrzają życie. Nic dziwnego, że miast w którym żyję się dobrze rozwija i dobrze się w nim żyje, a w innych niekoniecznie.

Quiz sprawdzający przekonania polityczne

Krótka notka. Dzisiaj zrobiłem jeden test na necie, który szacuje jakie ktoś ma poglądy polityczne. Jak zwykle, przy części pytaniach się wahałem między odpowiedziami. W efekcie zrobiłem test dwa razy, aby poznać jaki „zakres” quiz mi poda. W taki sposób wyszło, że waham się między poglądami socjaldemokratycznymi a konserwatywnym liberalizmem. Trochę ten konserwatyzm mnie kuje w oczy (socjal zresztą też), ale po przeczytaniu wyjaśnienia, że konserwatywny liberalizm optuje za ograniczonym wpływem kościoła, jestem gotów stwierdzić, że quiz potwierdził moje przypuszczenia w kwestii identyfikacji politycznej.

Nie mogę się doczekać na premierę Nintendo Switch

Już dawno nie czułem emocji związanych z tzw. hypem na nową grę, platformę lub technologię. Chociaż bardzo chętnie pracuję przy grach na VR, to jednak entuzjazm w ich kierunku nie przebił się przez powłokę racjonalizacji sytuacji (przypominam: być racjonalnym oraz racjonalizowanie to dwa terminy o zupełnie innych znaczeniach).

Jest jednak jedna idea, o której marzę od lat, a której nie udało się przebić na rynku. Jest to idea posiadania dużych, pełnych gier zawsze przy sobie. Powiedzmy sobie szczerze. Jest rynek osób takich jak ja, które wychowały się na „dużych” grach a teraz często nie mają możliwości zagrać, ponieważ 30 minutowe okno (rzadziej godzinne) jakie mam na rozgrywkę jest zajęte przez 2-5 minut na uruchomienie urządzenia, 5-30 minut na ściągnięcie i instalację gry, 15 minut na wprowadzenie do rozgrywki… i w tym momencie jestem już spóźniony 15 minut. W dodatku taka operacja wymaga ode mnie sprzętu, który właściwie nie mieści się poprawnie w moim małym mieszkanku. Z drugiej strony możliwości gier mobilnych przez brak fizycznych przycisków są tak małe, iż w 30 minut większości z nich mam już serdecznie dość i nie mam do czego wracać.

Jak do tej pory mieliśmy wiele urządzeń, którym zawsze czegoś brakowało. A to chodziło o brak portów gier na daną platformę, o brak drugiej analogowej gałki lub o brak fizycznych przycisków o w ogóle, o brak mocy by porty dawały złudzenie „dużej gry”, zbyt dużą fragmentację na rynku, wprowadzanie niekompatybilnych rozwiązań lub też o brak wsparcia od strony właściciela platformy. To chyba wszystkie problemy, które obecnie istnieją. Jednak wystarczają aby „gry w kieszeni” nie były satysfakcjonujące dla gracza o „core-owej” przeszłości.

I tutaj przychodzi Switch. Jedna platforma będąca zarówno konsolą stacjonarną jak i przenośną tworzona przez jednego z największych graczy na rynku. Zapewnia to brak fragmentacji rynku oraz mocne wsparcie. Platforma, która posiada pełny standardowy zestaw przycisków – żadnych udziwnień które by psuły kompatybilność portów (patrz: sterowanie w strzelankach na PSP czy też DS/3DS). Mamy jeden ekran i wsparcie dla multiplayer przez internet lub przy połączeniu wireless bez dodatkowego routera.

Zaś wsparcie kanapowej rozgrywki dla wielu graczy poprzez użycie połówki standardowego kontrolera jest bardzo ciekawym i sprytnym rozwiązaniem dla tzw. party games. Otóż z party games czasem jest ten problem, iż nikt nie chce płacić ekstra za drugi kontroler po to by dwa razy do roku zagrać ze znajomymi na kanapie. W dodatku takie gry muszą być bardzo proste, ponieważ każdy ze znajomych ma różny stopień oswojenia z grami w ogóle. Więc zamiast wydawać ponad 200zł na drugi kontroler będzie można kupić Mario Kart, a jedna gałka i 4 przyciski wymuszają na twórcach projektowanie prostej obsługi gry.

Wśród obaw możemy natrafić na to, że 4GB pamięci ram będzie problemem. Porównując do PS4 czy też Xbox One, które są na rynku od ponad 3 lat, to faktycznie bieda. Wielu developerów się ze mną pewnie nie zgodzi, ale uważam, iż nie jest to duży problem. 4GB to całkiem sporo. Osobiście tworzę na platformy mobilne i wiem, że dla takiego Androida ilość dostępnej pamięci RAM jest najmniejszym problemem. Ba, jest wręcz tak, że wykorzystujemy absurdalnie dużo pamięci ram by rozwiązać inne problemy platformy jak mało miejsca dla instalacji gry, czy też bardzo długie czasy ładowania. Zatem jeżeli zapytacie devów mających doświadczenie w mobilkach, to raczej stwierdzą, iż 4GB to jest dobry balans między możliwościami dla gry a obciążeniem dla baterii konsoli.

Wśród problemów na mobilkach częściej mamy takie, że platforma jest zbyt pofragmentowana, a duża część urządzeń ma stanowczo zbyt dużą rozdzielczość aby np wykorzystać na nich postprocesy, które bardzo dużo zmieniają w kontekście prezentacji gry i są standardem już od 2003 roku. Dla przykładu mogę wrzucić dużo więcej efektów na o wiele słabszą i starszą Sony Xperię Z1 Compact niż na Samsung S6. I to tylko dlatego, że pierwszy telefon ma ekran 720p, a drugi ma 1440p. Oczywiście, są różne sztuczki, ale używanie ich znacznie, znacznie utrudnia proces budowania gry. W efekcie na sklep wyląduje gra, która nie wykorzystuje „w pełni” ani jednego, ani drugiego telefonu, bo każdy generuje problem w innych sytuacjach.

Przy Switch wiemy, że w trybie ładowania, gdy konsola jest podłączona do tv, mamy do czynienia z rozdzielczością 1080p, a w trybie przenośnym 720p. Przypuszczam, że zegary urządzenia w trybie przenośnym będą obniżone, aby przedłużyć czas na baterii. To oznacza, że chociaż 1080p dla platformy mobilnej jest bardzo dużą wartością, to ze względu na lata doświadczeń oraz zamknięty charakter platformy, będziemy mogli wykorzystać wiele znanych nam technik. A przynajmniej będzie dużo łatwiej niż na mobilnym VR, gdzie już zaczynamy mieć przyzwoite wyniki (dzięki małej fragmentacji związanej z Gear VR).

Super informacją jest fakt wykorzystania dedykowanych kart pamięci. Bardzo niski czas ładowania, brak instalacji, konsola opracowana również jako mobilna, a zatem wyposażona również w tryb uśpienia. To też rozwiązuje jeden z problemów „mobilek”, gdzie gra w zasadzie nie powinna zajmować więcej niż 300MB, ponieważ użytkownik nie będzie miał miejsca na urządzeniu by ją ściągnąć.
Może ujrzymy częściowy powrót do „starych dobrych czasów”, gdzie konsolę i grę można było uruchomić łącznie w mniej niż minutę. Posiadacze 3DS-ów (i PS Vita pewnie też) wiedzą, że jest to całkiem prawdopodobne.

W mojej opinii nie należy się spodziewać zaawansowanego dynamicznego oświetlenia. Myślę, że górną granicą będzie wyobrażenie sobie gry P.A.M.E.L.A. przy trochę mniejszych przestrzeniach. I to nie od razu. Również odpadają techniki wymagające streamowania dużych ilości danych, jak np. wykorzystanie nagrań wideo w trakcie rozgrywki jako by uzyskać animowaną teksturę.

Największą moją obawą jest to, że znowu będzie ciężko wydać coś na tą platformę, gdyż ciężko będzie zdobyć odpowiednie licencje, certyfikaty oraz dev-kity nie mając przynajmniej średniej wielkości studia w jednym z kilkunastu wybranych krajów. Ale w mniejszym lub większym stopniu tyczy się to wszystkich konsol.

Istota człowieka

Jeżeli ktoś w skrajnym nieszczęściu ma amputowane ręce i nogi, nie mamy wątpliwości, że nadal pozostaje człowiekiem. Owszem – traumatyczne przeżycie oraz zmiany w fizjonomii nieszczęśnika mają na niego wpływ. Jednak nadal ta osoba będzie oswojona z tymi samymi rzeczami i zjawiskami. Nadal będzie miała tą samą pamięć. Nadal będzie miała wszystko, co powoduje, że to jest ta, nie inna tożsamość, osobowość. Nadal będzie dokładnie tą samą istotą ludzką. Dzieje się tak, gdyż to wszystko kryje się w głowie, a dokładniej w mózgu.

Nie mamy też problemu, by stwierdzić, że wątroba przed przeszczepem nie jest istotą ludzką. Jest tylko ludzkim organem. Wątroba nie ma świadomości. A już na pewno nie ma tego, co możemy nazwać ludzką świadomością.

Świadomość, czy też dusza, w najbardziej dokładnej dostępnej obecnie obserwacji jest to zjawisko będące wynikiem procesów zachodzących w bardzo złożonym systemie połączeń, w których dochodzi do przekazywania jednostek informacji. W przypadku ludzi, jest to ludzki mózg.

Dlaczego te dywagacje są ważne? Otóż nasze, ludzkie cywilizacje są niezwykle potężne. Potrafią być również bardzo perfidne w stosunku do swoich budulców, czyli nas – ludzi. Potrafimy zrobić z jednych ludzi zasób dla innych. W medycynie szczególnie granica miedzy etycznym ratowaniem zdrowia i życia, a jednostronnym wykorzystaniem człowieka dla innego jest bardzo śliska. Dlatego musimy umieć postawić jasną granicę między akceptowalnym oraz nie akceptowalnym. Jednocześnie, aby ratować życie ludzkie musimy pchać granicę akceptowalności dalej, gdy tylko znajdziemy pewny grunt pod nogami.

I w ten sposób obecnie większość społeczeństwa nie ma problemu z akceptacją konieczności amputacji kończyny, transfuzji krwii, czy też byciem pośmiertnym dawcą organów.

Są jednak grupy, które wolą umrzeć niż poddać się transfuzji krwii. Co nam pokazuje, że nawet w ramach jednego społeczeństwa, w ramach tematów uznawanych za pewne, nie ma zgody co do granicy między „dobrem” i „złem”.

Tutaj pojawia się problem. Czy lekarz mając pacjenta, który nie chce być poddany transfuzji krwii powinien zgodnie z sumieniem i przysięgą ratować go na siłę? W pierwszej chwili rozum podpowiada tak! Lecz jest z takim myśleniem pewien problem. Co jeżeli składałeś przysięgę o nie przyjmowaniu narkotyków, a jedynym sposobem, być wytrzymał do operacji jest podanie morfiny? Albo co jeżeli – wybiegając mocno w przyszłość – ulegniesz wypadkowi i jedynym sposobem na ratunek będzie niemal całkowite zastąpienie ciała jego mechanicznym odpowiednikiem. Taka operacja być może spowoduje, że nie będziesz czuł dotyku, ciepła, a o pełnej sterylizacji nie wspominając. Może się zdarzyć, że na skutek zmian, których jesteś przeciwnikiem, oszalejesz.

Ze względu na powyższe jestem zdania, że prawo powinno pozwalać decydować o sobie samym w tak szerokim zakresie, jak tylko społeczeństwo jest wstanie w miarę bezpiecznie zapewnić.
Ponadto uważam, iż nie ma wolności bez odpowiedzialności za siebie. Jeżeli czynisz kogoś odpowiedzialnym za siebie, oddajesz tej osobie część swojej wolności.

W praktyce wielokrotnie się przekonałem, że gdy ktoś zakazuje „dla bezpieczeństwa” innej osobie, a nie ma to oparcia w nauce (np teorii grawitacji i III zasada dynamiki przy skakaniu z bloku lub wiaduktu), to prawdopodobnie jest tylko sposobem kontroli. Przy czym jest to częściej ekspresją niewiedzy jak zapędów totalitarnych.

Pisząc o wolności, świadomości, duszy ludzkiej, ciężko pominąć jeden ważny temat.

Z tych informacji, które udało mi się znaleźć, od zapłodnienia do rozpoczęcia tworzenia zalążków organów mija jakieś 12-13 dni. Podaje się, że mózg zaczyna się rozwijać (a przynajmniej nabierać tempa w kształtowaniu się) między 6 a 7 tygodniem. Jednak dopiero między 17 a 20 tygodniem w mózgu powstają komórki nerwowe.

Do czego dążę? Otóż płód do pewnego momentu jest tylko zlepkiem organów ludzkich, a świadomości nabiera… no właśnie ciężko powiedzieć kiedy. Wiemy tylko, że nie przez 17. tygodniem ciąży. Zatem do 17. tygodnia ciąży płód na pewno nie jest istotą ludzką. Jest dopiero – a jakże, płodem – z którego taka istota powstać może.

24H Game Jam – Key of Freedom

Za studenta byłem na kilka growych hackatonach. Z gier ostało mi się tylko Key of Freedom z jednego 24 godzinnego game jamu. Bardzo zgrabnie udało się nam połączyć ideę przeciągania liny oraz inspirację takimi filmami jak Gamer oraz The Maze Runner (który swoją drogą jest na podstawie książki pod tym samym tytułem).
Wprawdzie nie implementowaliśmy fabuły gry, ale posiadanie kompletnego backstory pomogło nam w utworzeniu spójnej gry.

Tutaj są linki do gry:
Key of Freedom -Windows PC
Key of Freedom – Mac OSX

Byłem: Letnia Akademia Gier 2014

Uczestniczyłem w zeszłym roku w Letniej Akademii Gier Uniwersytetu Śląskiego. Jako członek zespołu niebieskich mogę się pochwalić, że wtedy nasza drużyna wygrała. Na youtube można znaleźć bardzo szybki przegląd zeszłorocznych gier.

W tym roku, jako de facto absolwent uczelni, byłem tylko w roli obserwatora i tylko przez ostatnie dwa dni. To co zobaczyłem mnie na prawdę zachwyciło. W tym roku wszystkie prototypy był grywalne i prezentowały się lepiej od zeszłorocznych.

Sama organizacja imprezy była nieco inna. W zeszłym roku każda drużyna dostawała trzy losowo wygenerowany tytuły gry, miała wybrać jeden z nich, a następnie zaprojektować grę pod dany tytuł. Teoretycznie była wymagana tylko prezentacja, lecz w praktyce wszyscy próbowali wykonać prototyp.
W tym roku był zadany jeden temat – osobliwość. Każda drużyna miała wolną rękę w interpretacji tego tematu, a prototyp gry był już oficjalnie wymagany.

Inną zmianą jest wyjście imprezy na zewnątrz. O ile sam game jam odbywał się w budynku Uniwersytetu, jak to miało w zeszłym roku, to już wykłady oraz prezentacje były na terenie Zamku Cieszyńskiego.

Było również więcej gości. Oprócz reprezentantów The Farm 51 oraz Incuvo, którzy prowadzą zajęcia na Uniwersytecie Śląskim, pojawili się ludzie z Techlandu, Mikstury IT oraz kilku innych firm oraz uczelni, których nazw niestety nie zapamiętałem.

Jeszcze nie wszystkie nagrania z tegorocznych gier są udostępnione. Można zobaczyć gameplay zwycięskiej gry, a także jeszcze dwóch: klimatycznej przygodówki point’n’click oraz ciekawej realizacji tower defence.
Na youtube pojawiły się również nagrania z pozostałych trzech gier.
Są to Under the Bed, Factory Fodder oraz Ilumincati.

Już teraz gorąco zapraszam na Letnią Akademię Gier 2015, która zapewne również odbędzie w ostatnim tygodniu czerwca. Mam nadzieję ponownie wystartować jako uczestnik i współtworzyć nową, ciekawą grę.